czwartek, 4 stycznia 2018

Uważajcie na bibliotekarzy! - Brandon Sanderson "Alcatraz kontra bibliotekarze. #1 Piasek Raszida"

   Ekhem. Porozmawiajmy o mojej obsesji Brandonem Sandersonem. Ostatnie dwa miesiące minionego roku minęły mi pod znakiem Archiwum Burzowego Światła i ktoś mógłby powiedzieć, że po przeczytaniu trzech ogromnych cegieł, jakimi są tomiszcza tworzące ten cykl, powinnam mieć dosyć Sandersona na najbliższe pół roku albo i więcej. Okazuje się jednak, że wystarczyło pójść do księgarni bez konkretnego zakupowego planu, bym wyszła z kolejną książką tego autora, którą zresztą natychmiast przeczytałam.

   "Alcatraz kontra bibliotekarze. #1 Piasek Raszida" to pierwszy tom serii, która stanowiła dla mnie sporą zagadkę. Wiedziałam, że jest przeznaczona dla młodszych czytelników, wiedziałam również, że i wśród niektórych starszych czytelników cieszy się dobrą opinią. I tyle. Brandon Sanderson kojarzy się większości z nas z ogromnymi, skomplikowanymi księgami adult fantasy i tam tak naprawdę rozwija skrzydła. Cykl młodzieżowy o Mścicielach, choć nie najgorszy, zupełnie w moim przekonaniu nie równa się nawet z takim choćby "Elantris", nie mówiąc o reszcie książek Sandersona. Dlatego też opowieść o Alcatrazie była wielką niewiadomą, no bo jak komuś, kto stanowczo lepiej czuje "dorosłą" literaturę może wyjść książka dla naprawdę młodego czytelnika?

   Okazuje się, że może, i to dobrze. "Alcatraz kontra bibliotekarze" opowiada historię Alcatraza, chłopca o niezwykłym, więziennym imieniu, który ma wyjątkowy, niespotykany wręcz talent do psucia rzeczy. Nie mówimy o zepsuciu komputera czy roweru, o nie. Alcatraz dosłownie nie może dotknąć rzeczy, by nie spowodować jej rozpadnięcia, odpadnięcia (wszystkie możliwe klamki nie są przed nim bezpieczne), spalenia, itd. Z tego też powodu w żadnej rodzinie zastępczej nie zagrzewa miejsca na dłużej, bo też nikt nie jest w stanie na dłuższą metę znieść tej chodzącej katastrofy. W dniu trzynastych urodzin nasz bohater otrzymuje paczuszkę z woreczkiem piasku i od tego momentu jego życie przybiera nader niespodziewany kierunek. Dziwny dziadek, dziewczyna z mieczem w torebce, mroczne biblioteki i dużo, naprawdę dużo soczewek - to wszystko staje na drodze chłopca, który odkrywa, że jego nieszczęsny "talent" tak naprawdę jest Talentem przez duże T i stanowi najmniejszy z jego problemów.

   Przyznaję, że nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, ale Sanderson jak zwykle mnie nie zawiódł.

   Po pierwsze konstrukcja świata: niby opowieść rozgrywa się w naszej obecnej rzeczywistości, ale wraz z kolejnymi stronami przekonujemy się, że tak naprawdę wszystkie informacje o świecie, jakie mamy, są kłamstwami wymyślanymi przez Bibliotekarzy, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż nam się wydaje.

   Po drugie humor: niby wiedziałam, że Sanderson potrafi być dowcipny i zabawny, ale w tej książce cięty, ironiczny humor powodował, że co rusz wybuchałam śmiechem. "Alcatraz..." pisany jest pierwszoosobowo z perspektywy głównego bohatera. Jego sarkastyczny sposób myślenia wydaje się niekiedy zbyt dorosły, jak na trzynastolatka, ale należy pamiętać o tym, że książka jest wspomnieniami starszego już Alcatraza (piszącego pod pseudonimem Brandona Sandersona, żeby wszystko było jasne), który przedstawia nam początki swoich młodzieńczych przygód.

   Po trzecie postaci: sam Alcatraz stara się przekonać nas, że jest postacią samolubną, niesympatyczną i głupią, co zupełnie mu nie wychodzi (tak sympatycznego i mało denerwującego trzynastolatka już dawno nie spotkałam na kartach książki), Dziadek Smedry jest kochanym, spóźnialskim staruszkiem z bystrym umysłem, Bastylia kopie tyłki, nie przestając narzekać, a Sing i Quentin to para kuzynów Alcatraza z najbardziej pokręconymi talentami ze wszystkich (kudos dla każdego, kto wymyśli talent dziwniejszy niż potykanie się i przewracanie na ziemię tudzież talent do mówienia rzeczy niemających najmniejszego sensu). Nie sposób tej bandy dziwolągów nie polubić i nie kibicować ich poczynaniom.

   Brandon Sanderson napisał książkę dla młodszej młodzieży z fabułą na pierwszy rzut oka dosyć banalną i typową, która jednak dzięki stylowi autora, jego pokręconym pomysłom i ironicznemu humorowi ma w sobie coś więcej, niż można by się spodziewać. Sanderson przemyca sporo spostrzeżeń na temat dorastania, społeczeństwa, popkultury, a nawet filozofii (bo i Platon ze swoją jaskinią się tu pojawi, czemu nie), a wszystko to okraszone jest dużą dozą sarkazmu i ciętego dowcipu. Cieszę się, że od tej pozycji zaczęłam czytelniczy nowy rok, bo nie ma lepszego początku od takiego wypełnionego dobrą lekturą i śmiechem.

   "Piasek Raszida" to dopiero wstęp do przygód Alcatraza i jego przyjaciół, który zaledwie uchyla rąbka tajemnicy świata Ciszlandów i Wolnych Królestw. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów, czy Alcatraz odnajdzie ojca, czy zapanuje w pełni nad swoim talentem? Na szczęście dwa kolejne tomy cyklu są w sprzedaży, więc przekonać się będę mogła już wkrótce.



autor: Brandon Sanderson (pseudonim literacki Alcatraza Smedry'ego)
tytuł: Alcatraz kontra bibliotekarze. #1 Piasek Raszida
cykl: Alcatraz kontra bibliotekarze
wydawnictwo: IUVI
ilość stron: 312


ocena: ★★★★☆

16 komentarzy:

  1. Brzmi intrygująco, chociaż nie do końca w moim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że również nie w moim stylu, a tu proszę:)

      Usuń
  2. No nie, znowu Sanderson a ja dalej jestem daleko w tyle! Biję się w pierś i obiecuję poprawę! Z resztą pisałam Ci już że jednym z moich czytelniczych planów n ten rok jest Sanderson więc postaram się jeszcze w styczniu zabrać się za "Z mgły zrodzonego" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja gnę się w ukłonach przeprosin, że taka monotematyczna jestem XD
      Nie mogę się doczekać Twojej opinii! Trzymam kciuki i mam nadzieję, że dołączysz do mnie w sandersonowej pasji;)

      Usuń
  3. Lubię dobrą książkę a z Twojej recenzji wynika że ta jest godna zauważania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością dla młodszego czytelnika, albo starszego z duszą dziecka:)

      Usuń
  4. Brzmi fajnie i nie czytałam jeszcze nic Sandersona xd ale nie wiem, czy nie jestem za stara :O i też nie lubię długaśnych cyklów, czy ten Pan nie napisał żadnej jednotomówki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie starsza, niż ja, a osobiście dobrze się przy książce bawiłam;P
      Co do jednotomówek, to jak na razie takimi są "Rozjemca" i "Elantris", i choć ma się to niedługo zmienić, można je czytać jako osobne, zamknięte całości.

      Usuń
  5. Ja właśnie już zerkam w kierunku kolejnej serii Sandersona. Mimo iż jest przeznaczona dla młodszych czytelników. Podobnie jak Ty, chyba mam obsesję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dobra obsesja nie jest zła XD

      Usuń
  6. Darzę książki Sandersona sporą sympatią, ale muszę przyznać, że po przeczytaniu "Stalowego serca", które jak dla mnie było tylko ok, trochę się zniechęciłam do jego powieści dla młodszych czytelników. Ale słyszałam tyle dobrego o Alcatraz, twoja recenzja też zachęca, że pewnie się w tym roku przełamię i w końcu po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Stalowe serce" rzeczywiście nie należy do najlepszych książek autora, choć czytało się szybko i przyjemnie. Historia Alcatraza to jednak inna para kaloszy, bo choć z jednej strony ewidentnie jest to książka dla dzieci, to z drugiej Sanderson popłynął i pozwolił sobie na istne szaleństwo. Jeśli miałabym polecić którąkolwiek z książek poza comere, to na pewno Alcatraz byłby na tej liście:)

      Usuń
  7. Mam to samo zdanie, że Mściciele nie równają się książkom Sandersona z Cosmere. Właściwie spoza Cosmere najbardziej podobał mi się chyba Idealny Stan. Alcatraz też nie jest zły i dobrze się przy nim bawiłam, jako książka dla młodszych jest cudowna, ale sama trochę przy niej czułam, że jestem za stara. :) Niemniej jednak następne tomy na pewno przeczytam. Mnie osobiście zachwycił sposób, w jaki ta książka była przedstawiona - że niby Brandon Sanderson to pseudonim Alcatraza... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście moje wewnętrzne dziecko ma się aż za dobrze, więc Alcatraz do mnie przemówił. Zobaczymy, jak będzie z następnymi tomami:)

      Usuń
  8. Alcatraz mi się podobał przez pierwszy tom. Potem z marszu rozpoczęłam drugi i... no, okazało się, że co za dużo, to niezdrowo. W pewnym momencie ta narracja zaczęła mnie potwornie męczyć, więc drugą część skończyłam chyba po trzech czy czterech miesiącach (choć wtedy znowu czytało się miło). Nie zmienia to oczywiście faktu, że pomysł na Złych Bibliotekarzy jest obłędny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego właśnie zrobiłam sobie przerwę i drugi tomik przeczytam w lutym, taka jestem mądra XD

      Usuń