Sierpień zakończyłam wynikiem ośmiu przeczytanych książek, a dodatkowo udało mi się również dołożyć do stosiku trzy mangi. Językowo po raz pierwszy od dłuższego czasu przeważają książki po polsku, bo zaplątały się wśród nich zaledwie dwie pozycje anglojęzyczne i dwie po japońsku. Gorzej wygląda ta statystyka w narodowości autorów, bo tylko troje (niech będzie czworo) z nich to moi rodacy.
Jeżeli chodzi o gatunki, to fantastyka wygrywa na całej linii, choć i kryminał, i literatura faktu również się pojawiła. Ale od początku.
- Miesiąc rozpoczął się od klasyki horroru s-f, czyli "Inwazji porywaczy ciał" Jacka Finneya. Zaskakująco zabawna i lekko opowiedziana, choć przecież dotycząca inwazji kosmicznych kokonów na naszą ukochaną planetę, cudownie wydana przez wydawnictwo Vesper książka to szybkie, przyjemne czytadło w sam raz na letnie upały.
- Równie lekka (w dialogach, bo bynajmniej nie w akcji) druga część cyklu Sebastiena de Castella przyniosła emocje zgoła inne. W "Cieniu rycerza" bowiem Falcio val Mond, kantor Wielkich Płaszczy, doświadcza takiego sadyzmu autora, że moje słabe serce ledwo to zniosło. Aż strach się bać, co będzie się działo w kolejnych częściach!
- "Kolor z innego wszechświata" Tanabe Gou to jedyna w tym zestawieniu manga w języku polskim, oparta na opowiadaniu H. P. Lovecrafta. Oryginał uwielbiam za ponurą, nieprzyjemną (aż chciałoby się rzec, bluźnierczą) atmosferę i z przyjemnością muszę stwierdzić, że udało się panu Tanabe w jego komiksie wspaniale ją oddać, mimo paradoksalnego braku koloru.
Pora na polskich autorów i autorki. Mamy tutaj miszmasz gatunkowy i wiekowy, a na dodatek przeważają panie.
- "Szamanka od umarlaków", pierwsza część cyklu Martyny Raduchowskiej to książka z gatunku urban fantasy, do którego często nie sięgam, i być może to właśnie miało wypływ na mój odbiór tej pozycji. Widzę tu potencjał językowy i fabularny, ale niestety nie do końca spełniony. Żeby nie było, po drugą część na pewno sięgnę, bo mam nadzieję na rozwinięcie pomysłu, który autorka miała bądź co bądź przedni.
- Dla odmiany "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anny Kańtoch, choć stworzona z myślą o młodszym czytelniku, niezwykle przypadła mi do gustu pod każdym względem. Świetny język, świetny pomysł, a przede wszystkim świetna atmosfera, a wszystko to zawarte w opowieści o wakacyjnej przygodzie i aniołach.
- Do recenzji "Seansu w Domu Egipskim" zabieram się i zabieram i na pewno powstanie, bo mam parę rzeczy (w dużej mierze bardzo pozytywnych) do powiedzenia na temat opowieści Maryli Szymiczkowej, a raczej jej stwórców Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. Na razie powiem tylko, że udało się panom napisać świetny kryminał z przełomu XIX i XX wieku, a Profesorowa Szczupaczyńska będzie dla mnie musiała rozwiązać jeszcze niejedną zbrodnię.
Pora na dwie książki anglojęzyczne, różne jak niebo i ziemia. I choć tylko jedna z nich podbiła moje serce na amen, obie przyniosły mi dużo przyjemności z czytania.
- "The Song of Achilles" Madeline Miller to, obok "Terroru" Dana Simmonsa, zdecydowanie moja ulubiona książka tego lata. Przyznaję bez bicia, tylu chusteczek podczas czytania nie zużyłam już dawno. Historia Patroklosa i Achillesa opowiedziana na nowo sprawiła, że z bardzo dużą nadzieją patrzę w niedaleką przyszłość, gdy sięgnę po "Kirke" tej autorki.
- W przeciwwadze do poważnej "Pieśni o Achillesie", "City of Ghosts", najnowsza książka Victorii Schwab, znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z cyklu o "Odcieniach magii", to powieść przeznaczona dla młodszych czytelników, opowiadająca losy Cass, dziewczynki, która widzi duchy. Choć docelowy odbiorca podobny jest do książki Anny Kańtoch, pani Schwab postawiła na akcję i lżejszy nieco ton, co zresztą świetnie wpisuje się w konwencje literatury dla młodszej młodzieży.
Ostatnie pozycje, które dopełniły sierpniowego stosiku książek przeczytanych, to "Demonolodzy" Geralda Brittle'a oraz piąty i szósty tomik mangi "Shinrei Tantei Yakumo". Pierwsza z nich poświęcona jest Edowi i Lorraine Warrenom, usankcjonowanej przez Watykan parze demonologów, którzy opowiadają o sprawach przez siebie prowadzonych, w tym wszelkiego typu opętaniach, nawiedzeniach, itp. Ciekawe, niekiedy trochę przerażające relacje małżeństwa to świetna lektura na Halloween, szkoda, że sama nie poczekałam z czytaniem do jesieni. Jeśli chodzi o mangę, to przyznaję bez bicia, wiek mój daje mi się we znaki między innymi płakaniem na zupełnie płaczu nie wymagających scenach. Przygody Yakumo i jego ferajny nadal przynoszą mi sporo radochy i we wrześniu na pewno będę kontynuować tę serię, tym bardziej, że kolejne dwa tomiki mam już na podorędziu.
Podsumowanie gwiazdkowe
dwie książki ★★★
dwie książki ★★★ 1/2
sześć książek ★★★★
jedna książka ★★★★★
Jak widać pod względem oceny sierpień był miesiącem udanym i nawet pozycje najniższe w rankingu dostały trzy gwiazdki. Mogę sobie tylko życzyć, by i wrzesień był równie zagwiazdkowany.
Co do postanowień noworocznych, to o ile to dotyczące czytania polskich autorów wypadło więcej niż zadowalająco, o tyle book haul lipcowy całkowicie mnie pokonał i na trzynaście zdobytych w tym miesiącu pozycji, w sierpniu udało mi się przeczytać całe dwie. Wstyd, hańba i poruta, posypuję głowę popiołem i obiecuję poprawę!
Jak wypadają Wasze stosiki przeczytanych pozycji? Czy urlopy tudzież wakacyjne wypady sprzyjały czytaniu, czy też brakło na nie czasu w natłoku wrażeń? Dajcie znać, z chęcią zobaczę, co tam ciekawego znalazło się w Waszych podsumowaniach.



