Pokazywanie postów oznaczonych etykietą middle grade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą middle grade. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2018

Sierpniowe podsumowanie czytelnicze ☆ミ

   Wakacje, wakacje i po wakacjach. Znaczy dla tych, którzy je mieli, dla mnie bowiem sierpień był miesiącem wytężonej pracy, gdyż szczyt sezonu jak nie chciał się skończyć, tak nadal nie chce. Sierpniowy wynik uważam w związku z tym za sukces, biorąc pod uwagę brak czasu  i gorąco nie sprzyjające lekturze.

   Sierpień zakończyłam wynikiem ośmiu przeczytanych książek, a dodatkowo udało mi się również dołożyć do stosiku trzy mangi. Językowo po raz pierwszy od dłuższego czasu przeważają książki po polsku, bo zaplątały się wśród nich zaledwie dwie pozycje anglojęzyczne i dwie po japońsku. Gorzej wygląda ta statystyka w narodowości autorów, bo tylko troje (niech będzie czworo) z nich to moi rodacy.

   Jeżeli chodzi o gatunki, to fantastyka wygrywa na całej linii, choć i kryminał, i literatura faktu również się pojawiła. Ale od początku.

    


  • Miesiąc rozpoczął się od klasyki horroru s-f, czyli "Inwazji porywaczy ciał" Jacka Finneya. Zaskakująco zabawna i lekko opowiedziana, choć przecież dotycząca inwazji kosmicznych kokonów na naszą ukochaną planetę, cudownie wydana przez wydawnictwo Vesper książka to szybkie, przyjemne czytadło w sam raz na letnie upały.
  • Równie lekka (w dialogach, bo bynajmniej nie w akcji) druga część cyklu Sebastiena de Castella przyniosła emocje zgoła inne. W "Cieniu rycerza" bowiem Falcio val Mond, kantor Wielkich Płaszczy, doświadcza takiego sadyzmu autora, że moje słabe serce ledwo to zniosło. Aż strach się bać, co będzie się działo w kolejnych częściach!
  •  "Kolor z innego wszechświata" Tanabe Gou to jedyna w tym zestawieniu manga w języku polskim, oparta na opowiadaniu H. P. Lovecrafta. Oryginał uwielbiam za ponurą, nieprzyjemną (aż chciałoby się rzec, bluźnierczą) atmosferę i z przyjemnością muszę stwierdzić, że udało się panu Tanabe w jego komiksie wspaniale ją oddać, mimo paradoksalnego braku koloru.

   
      

   Pora na polskich autorów i autorki. Mamy tutaj miszmasz gatunkowy i wiekowy, a na dodatek przeważają panie.
  • "Szamanka od umarlaków", pierwsza część cyklu Martyny Raduchowskiej to książka z gatunku urban fantasy, do którego często nie sięgam, i być może to właśnie miało wypływ na mój odbiór tej pozycji. Widzę tu potencjał językowy i fabularny, ale niestety nie do końca spełniony. Żeby nie było, po drugą część na pewno sięgnę, bo mam nadzieję na rozwinięcie pomysłu, który autorka miała bądź co bądź przedni.
  • Dla odmiany "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anny Kańtoch, choć stworzona z myślą o młodszym czytelniku, niezwykle przypadła mi do gustu pod każdym względem. Świetny język, świetny pomysł, a przede wszystkim świetna atmosfera, a wszystko to zawarte w opowieści o wakacyjnej przygodzie i aniołach.
  • Do recenzji "Seansu w Domu Egipskim" zabieram się i zabieram i na pewno powstanie, bo mam parę rzeczy (w dużej mierze bardzo pozytywnych) do powiedzenia na temat opowieści Maryli Szymiczkowej, a raczej jej stwórców Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. Na razie powiem tylko, że udało się panom napisać świetny kryminał z przełomu XIX i XX wieku, a Profesorowa Szczupaczyńska będzie dla mnie musiała rozwiązać jeszcze niejedną zbrodnię.
 
   Pora na dwie książki anglojęzyczne, różne jak niebo i ziemia. I choć tylko jedna z nich podbiła moje serce na amen, obie przyniosły mi dużo przyjemności z czytania.
  • "The Song of Achilles" Madeline Miller to, obok "Terroru" Dana Simmonsa, zdecydowanie moja ulubiona książka tego lata. Przyznaję bez bicia, tylu chusteczek podczas czytania nie zużyłam już dawno. Historia Patroklosa i Achillesa opowiedziana na nowo sprawiła, że z bardzo dużą nadzieją patrzę w niedaleką przyszłość, gdy sięgnę po "Kirke" tej autorki. 
  • W przeciwwadze do poważnej "Pieśni o Achillesie", "City of Ghosts", najnowsza książka Victorii Schwab, znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z cyklu o "Odcieniach magii", to powieść przeznaczona dla młodszych czytelników, opowiadająca losy Cass, dziewczynki, która widzi duchy. Choć docelowy odbiorca podobny jest do książki Anny Kańtoch, pani Schwab postawiła na akcję i lżejszy nieco ton, co zresztą świetnie wpisuje się w konwencje literatury dla młodszej młodzieży.
   

   Ostatnie pozycje, które dopełniły sierpniowego stosiku książek przeczytanych, to "Demonolodzy" Geralda Brittle'a oraz piąty i szósty tomik mangi "Shinrei Tantei Yakumo". Pierwsza z nich poświęcona jest Edowi i Lorraine Warrenom, usankcjonowanej przez Watykan parze demonologów, którzy opowiadają o sprawach przez siebie prowadzonych, w tym wszelkiego typu opętaniach, nawiedzeniach, itp. Ciekawe, niekiedy trochę przerażające relacje małżeństwa to świetna lektura na Halloween, szkoda, że sama nie poczekałam z czytaniem do jesieni. Jeśli chodzi o mangę, to przyznaję bez bicia, wiek mój daje mi się we znaki między innymi płakaniem na zupełnie płaczu nie wymagających scenach. Przygody Yakumo i jego ferajny nadal przynoszą mi sporo radochy i we wrześniu na pewno będę kontynuować tę serię, tym bardziej, że kolejne dwa tomiki mam już na podorędziu.

   Podsumowanie gwiazdkowe
dwie książki ★★★
dwie książki ★★★ 1/2
sześć książek ★★★★
jedna książka ★★★★★

   Jak widać pod względem oceny sierpień był miesiącem udanym i nawet pozycje najniższe w rankingu dostały trzy gwiazdki. Mogę sobie tylko życzyć, by i wrzesień był równie zagwiazdkowany.

   Co do postanowień noworocznych, to o ile to dotyczące czytania polskich autorów wypadło więcej niż zadowalająco, o tyle book haul lipcowy całkowicie mnie pokonał i na trzynaście zdobytych w tym miesiącu pozycji, w sierpniu udało mi się przeczytać całe dwie. Wstyd, hańba i poruta, posypuję głowę popiołem i obiecuję poprawę!



   Jak wypadają Wasze stosiki przeczytanych pozycji? Czy urlopy tudzież wakacyjne wypady sprzyjały czytaniu, czy też brakło na nie czasu w natłoku wrażeń? Dajcie znać, z chęcią zobaczę, co tam ciekawego znalazło się w Waszych podsumowaniach.
  



środa, 5 września 2018

Gdy twoim najlepszym przyjacielem jest duch - Victoria Schwab "City of Ghosts"

   Jakiś czas temu rozpływałam się w zadziwieniu i zachwytach nad książką Anny Kańtoch "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" jako powieścią przeznaczoną dla młodszych czytelników, a jednak tak bardzo trafiającą w moje starcze serducho. Niedługo po tamtej opowieści do rąk trafiła mi kolejna z pozycji literatury dziecięco-młodzieżowej, która również zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i utwierdziła w przekonaniu, że fakt przekroczenia co najmniej dwukrotnie wieku docelowego odbiorcy tych książek zupełnie nie przeszkadza w dobrej przy nich zabawie. Należy tylko odnaleźć w sobie dziecko i otwiera się przed nami świat, z którym wydawałoby się już dawno się pożegnaliśmy.

   "City of Ghosts" Victorii Schwab to w jej dorobku pierwsza z książek, którą w angielskiej terminologii określa się mianem middle grade, czyli literatury dla dzieci i młodszej młodzieży. Opowiada ona historię Cass, która od czasów wypadku, w którym niemal utonęła (czy aby na pewno niemal?), widzi duchy. Co więcej, jej najlepszym przyjacielem jest Jacob, duch chłopca, który uratował Cass od śmierci. Rodzice dziewczynki to para paranormalnych zapaleńców, którzy znani są z publikacji książek o duchach, nawiedzeniach, itp. Pewnego dnia dostają oni propozycję nakręcenia telewizyjnego show związanego oczywiście z duchami, a gdzie lepiej kręcić taki show, jak nie w Szkocji, przepełnionej historią, mrocznymi legendami i nawiedzonymi zamkami? Cass wyrusza więc z Jacobem do Edynburga, gdzie spotyka tajemniczą Larę, która odkrywa przed nią świat za Zasłoną i misję, jaką Cass ma do wykonania. Nie będzie łatwo, bo w mieście czai się wiele niebezpieczeństw z Czerwoną Kruczycą na czele.

   Wspomniałam na początku wpisu o książce Anny Kańtoch, która zachwyciła mnie między innymi mroczną atmosferą, całkowicie niespodziewaną w książce dla dzieci. Także pani Schwab porusza tematykę mało "dziecięcą", bo mamy tutaj i duchy, i mroczne zaułki zaświatów, i przerażające zjawy. W przeciwieństwie jednak do książki naszej rodzimej pisarki, opowieść Victorii Schwab jest lżejsza, nastawiona raczej na szybką akcję i humor. Nie znaczy to jednak, że jest przez to gorsza. Wręcz przeciwnie, historia Cass, a raczej sposób jej opowiedzenia kojarzył mi się trochę z lekturami dzieciństwa, takimi jak "Wielka, większa i największa" Jerzego Broszkiewicza czy "Wakacje z duchami" Adama Bahdaja. Mamy tu dziwne wydarzenia, mamy przyjaźń przekraczającą barierę życia i śmierci, mamy wreszcie młodych ludzi, którzy widzą więcej niż dorośli i którzy przeżywają niezwykłe przygody.

   Victoria Schwab na swoim Instagramie dzieliła się z wielbicielami jej twórczości obawami związanymi z zapuszczeniem się na do tej pory dla niej nieznane wody literatury dziecięcej. Bo choć wydawałoby się, że literaturę middle grade dzieli od YA niewiele, to jednak sposób prowadzenia akcji, a także zachowanie bohaterów są wyraźnie inne. Na szczęście spieszę donieść, że autorka wywiązała się z zadania znakomicie. Cass jest bardzo sympatyczną dziewczynką, inteligentną, ale jednak od czasu do czasu dziecinną, podobnie jak jej duchowy towarzysz Jacob. Lara to taka trochę Hermiona z pierwszej części przygód Harry'ego Pottera. Duży plus należy się pisarce również za postaci dorosłych, bo tacy chociażby rodzice Cass są rozkosznie zakręceni, a przy tym widać, że kochają córkę całym sercem. Świetnie wreszcie wykreowana jest postać głównej antagonistki, mrocznej zjawy Czerwonej Kruczycy, która przyprawia o ciarki za każdym razem, gdy rozlega się jej hipnotyzujący śpiew.

   Na plus zaliczyć również należy sam pomysł na Zasłonę oddzielającą nasz świat od świata duchów, na rolę luster i innych szklanych obiektów, a także na samą misję, którą do wykonania mają ludzie tacy jak Cass i Lara. Podwaliny pod kolejne części cyklu zostały położone i teraz pozostaje tylko czekać, aż Victoria Schwab znajdzie czas na ukończenie drugiego tomu, nad którym prace podobno już wrą.

   Wszystkim tym, którzy nie sięgają do książek w oryginale angielskim, bo nie pokładają ufności w swoich umiejętnościach językowych, mogę z czystym sumieniem polecić "City of Ghosts", bo język jest dostosowany do młodszego czytelnika i nie powinien sprawić większej trudności nawet tym, którzy po angielsku jeszcze nie mieli okazji czytać. A warto, bo czeka Was ciekawa przygoda w stylu, który znacie z lektur z czasów dzieciństwa.


tytuł: City of Ghosts
cykl: Cassidy Blake (tom 1)
autor: Victoria Schwab
wydawnictwo: Scholastic
liczba stron: 289


ocena: ★★★☆☆ 1/2

wtorek, 4 września 2018

Brak mi słów, czyli book haul - sierpień 2018 ☆ミ

   Dwadzieścia jeden! Dwadzieścia jeden książek, które zalegają na podłodze, na biurku, pod biurkiem, na parapecie i oczywiście na półkach. Tak, w sierpniu z okazji szczytu sezonu dostałam dobrą wypłatę, ale dwadzieścia jeden? Ludzie, powstrzymajcie mnie!

   Obowiązkowe narzekania odwalone, pora przejść do sierpniowego szału zakupowego. Niby sezon ogórkowy, niby same wznowienia, a jednak z powodu wszelkiego typu promocji, którymi zasypywały nas wydawnictwa, udało mi się zdobyć multum ciekawych książek, zarówno w wersji tradycyjnej, jak i elektronicznej. Wygląda to tak:
  • pięć książek po angielsku, w tym jedna, którą już posiadam w wersji elektronicznej, ale i papierową mieć musiałam,
  • osiem ebooków, wszystkie po polsku (w tym pięć polskich autorów),
  • sześć książek po polsku (tutaj tylko jedna rodzimego twórcy),
  • jeden komiks po polsku,
  • jedna manga po japońsku.

   Uff, długa ta lista.

   Zacznę od pierwszej zdobyczy sierpniowej, którą był trzydziesty trzeci tomik mojej ukochanej mangi "Haikyuu!!". Może się to wydawać niemożliwe, ale jeszcze tego i poprzedniego tomiku nie przeczytałam. Powód jest jeden: niedługo zaczynają się Mistrzostwa Świata w siatkówce, co oznacza dużo kibicowania, ogrom emocji i mało okazji do czytania. Między jednym meczem a drugim jak znalazł będzie za to manga tej dyscyplinie sportu poświęcona. Czyż nie wspaniale to sobie wymyśliłam? Tak swoją drogą powinnam była o braku czasu z okazji mistrzostw pomyśleć podczas robienia zakupów, bo naprawdę, kiedy ja mam to wszystko przeczytać?!?

   "The Song of Achilles" Madeline Miller już od dawna posiadałam na czytniku i właściwie nie planowałam kupowania wersji papierowej. A potem książkę przeczytałam i całkowicie przepadłam. To bez wątpienia jedna z ulubionych pozycji tego roku i jako taka w stu procentach zasługiwała , żeby zająć zaszczytne miejsce w moim księgozbiorze. 

   Podobnie jak większość książek anglojęzycznych zamawiałam "Pieśń o Achillesie" z BookDepository, skorzystałam więc z okazji i po promocyjnej cenie wrzuciłam do koszyka również "Do Androids Dream Of Electric Sheep?" Philipa K.Dicka. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z oryginałem historii znanej mi z filmu, dlatego bardzo się ucieszyłam, że udało mi się ją zdobyć po pieniądzach. A że okładka filmowa? Cóż, przeżyję.

   Dwudziestego ósmego sierpnia miała premierę pierwsza dziecięca książka Victorii Schwab. Lubię język pani Schwab, lubię jej wyobraźnię, ciekawa jednak byłam, jak poradzi sobie na gruncie literatury dla młodszej młodzieży. "City Of Ghost" na szczęście okazało się bardzo przyjemną, wciągającą opowieścią i już wiem, że z chęcią przeczytam następne jej części. Do koszyka włożyłam na dokładkę "The Dark Vault" tejże autorki, będące połączonym wydaniem dwóch książek z cyklu "The Archive", których nie miałam jeszcze okazji przeczytać, a na dodatek okraszonych do tej pory nie publikowaną krótką historią rozgrywającą się w tym świecie. No i jak tu nie skorzystać? Nie wiem co prawda, czy dam radę przeczytać tę książkę do końca roku, bo za niecały miesiąc premiera "Vengeful", na którą nie mogę się doczekać, ale lepiej mieć książkę na wszelki wypadek, bo a nuż będę miała za dużo wolnego czasu (ha).

   Ostatnim anglojęzycznym zakupem, a zarazem jedną z dwóch pozycji połączonych osobą autora, jest "Complete Cthulhu Mythos Tales" H.P.Lovecratfa. Bez wątpienia to jedna z najpiękniejszych książek, jakie posiadam i warta była każdego grosza, który na nią wydałam. Ta skórzana okładka! Te złote tłoczenia! Ten Cthulhu, przewiercający czytelnika wzrokiem! Cudo, po prostu cudo. 

   Na fali lovecraftowskiej postanowiłam również zapoznać się z komiksową wersją jednego z najciekawszych i najbardziej nieprzyjemnych opowiadań samotnika z Providence i tym sposobem w sierpniowym stosiku zagościł "Kolor z innego wszechświata" Tanabe Gou. Przyznam, że podchodziłam do niego z ostrożnością, na szczęście okazało się jednak, że rysownikowi udało się oddać ponurą, dziwaczną atmosferę opowiadania i komiks dołącza do mojej ciągle powiększającej się kolekcji lovecraftowskich cudów.

   Sierpień w ogóle obfitował w pozycje natury "nie z tego świata". No bo jak inaczej określić książkę Geralda Brittle'a "Demonolodzy", poświęconą małżeństwu Eda i Lorreaine Warrenów, którzy zajmowali się tą właśnie profesją? Lektura to ciekawa i wciągająca, choć tematyką bardziej pasująca do jesiennych, halloweenowych TBRów. Recenzja się pisze i mam nadzieję, że napisze już wkrótce. Podobnie zresztą jak ta poświęcona "Seansowi w Domu Egipskim" Maryli Szymiczkowej (tudzież Jacka Dehnela i Pitra Tarczyńskiego, jak kto woli). Egzemplarz tego przesympatycznego kryminału wygrałam w konkursie instagramowym i po przeczytaniu mogę powiedzieć z czystym sercem, że Profesorowa Szczupaczyńska zawojowała moje serducho swoim ironicznym poczuciem humoru i inteligencją, i z pewnością nie jest to ostatnie moje z nią spotkanie.

   Kolejne cztery pozycje to efekt oglądania filmików Anity z Book Reviews by Anita. Osóbka ta poinformowała widzów bowiem o świetnej promocji na stronie Galerii Książki, gdzie wszystkie cztery tomy cyklu "Siedem Królestw" kosztowały po 10 złotych. Grzechem byłoby nie skorzystać (choć nie powiem, żebym przed oglądnięciem filmiku wiedziała, że ten cykl został w ogóle w Polsce wydany), dlatego też stos podłogowych grubasków powiększył się do rozmiarów niebezpiecznych dla każdego, kto się do niego zbliży.

   Pora na książki elektroniczne, których również nazbierało się od groma. Wszystko przez odkrycie przeze mnie portalu Publio, który akurat w momencie, gdy na niego po raz pierwszy trafiłam, w promocji zamieścił publikacje wydawnictwa Uroboros po bodajże jedenaście złotych.


   Trzy z nich już za mną i choć "Szamanka od umarlaków" Martyny Raduchowskiej nieco mnie rozczarowała, to już "Tancerze burzy" Jaya Kristoffa i "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anny Kańtoch spodobały mi się na tyle, że myślę o zakupie kolejnych części, tym razem w wersji papierowej. Przede mną wciąż "Przeklęci święci" Maggie Stiefvater, o której słyszałam mnóstwo sprzecznych opinii, oraz "Triskiel. Gwardia" Krystyny Chodorowskiej, o której dla odmiany słyszałam bardzo niewiele.


   Na zakończenie ebookowego miesiąca skusiłam się jeszcze na "Katar" i "Kongres futurologiczny" Stanisława Lema, bo wstyd nie znać niczego naszego czołowego twórcy fantastyki naukowej, a także na "Morderstwo w pociągu" Kerry Greenwood, bo bardzo lubię serial o "Zagadkach kryminalnych Panny Fisher" i ten leciutki kryminał będzie jak znalazł na długie, jesienne wieczory.

   Chciałabym powiedzieć, że we wrześniu będzie spokojniej i że na pewno nadgonię z czytaniem pozycji ze stosików (bo niestety więcej ich niż jeden) hańby, ale brzydzę się kłamstwem, więc nie powiem. 


   Dajcie znać, jak wyglądają Wasze zakupy sierpniowe, a jeśli czytaliście którąś z wymienionych pozycji, podzielcie się swoją opinią. Do zobaczenia za miesiąc! (znaczy z book haulem, bo zaległe recenzje się piszą)  





czwartek, 30 sierpnia 2018

Wakacje z aniołami? Kiepski pomysł - Anna Kańtoch "Tajemnica Diabelskiego Kręgu"

   Ulubione książki mojego dzieciństwa można podzielić na dwie grupy: te o Indianach i Dzikim Zachodzie oraz te, w których główną rolę odgrywała magia. W przypadku tych drugich nie mówię tylko o pełnowymiarowej fantastyce w stylu tolkienowskim, ale także o tytułach, w których elementy magiczne przybierały postać bardziej baśniową, lżejszą nieco w wymowie.

   Lata dziecinne mam już dawno za sobą, lecz nadal lubię sięgać do tych prostszych opowieści, w których młodzi, kilku lub kilkunastoletni bohaterowie przeżywają magiczne przygody w towarzystwie dziwnych stworków, niewidzialnych przyjaciół i czarów, których dorośli nie potrafią dostrzec i zrozumieć. Tegoroczny sierpień okazał się miesiącem takich właśnie powrotów, w moje ręce trafiły bowiem dwie książki, napisane z myślą o młodszym czytelniku, które przeniosły mnie ponownie w czasy dzieciństwa. Dziś opowiem co nieco o pierwszej z nich.

   "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anny Kańtoch to opowieść o Ninie, nastoletniej dziewczynce, która sama o sobie myśli w kategoriach zwykłej, szarej osoby, w której życiu nie dzieje się nic ciekawego. Wszystko to zmienia się w dniu, gdy jeden z aniołów, które pojawiły się na polskich ziemiach, wysyła Ninę  na wakacje do klasztoru w małej miejscowości Markoty. Jaki jest powód tych dziwacznych "wakacji" i dlaczego Nina spotyka w dziwnych, niepokojących murach klasztoru jeszcze dwunastu innych wybrańców? Na te pytania dziewczynka będzie musiała znaleźć odpowiedzi, i to szybko, gdyż w Markotach dzieją się dziwne rzeczy, a anioły nie są zbyt chętne do dzielenia się z dziećmi swoją wiedzą.

   Pierwszym, co zasługuje na hymny pochwalne, jest w "Tajemnicy" atmosfera. Uwierzcie mi na słowo, czytając tę książkę nie raz i nie dwa na rękach pojawiała mi się gęsia skórka, a mrugające światło prawdopodobnie przyprawiło by mnie o zawał serca. U Anny Kańtoch jest po prostu mrocznie. Diabelski Krąg, rozrastający się co noc, dziwny więzień, ukryty w piwnicach klasztoru, mieszkańcy miasteczka, którzy zapominają o klasztorze i o znajdujących się w jego murach dzieciach, no i wreszcie anioły, które nie do końca są takie, jakimi powinny być - to wszystko składa się na atmosferę, do której najlepiej pasuje angielskie słowo creepy.

   Anna Kańtoch, mimo wieku docelowego odbiorcy, nie upraszcza swojej prozy, nie znajdziemy tu zatem żadnych infantylnych dialogów, a zachowanie bohaterów, choć niekiedy rzeczywiście po dziecięcemu proste, nie jest bynajmniej niezrozumiałe czy głupie. Podobnie rzecz ma się z fabułą: choć to opowieść o wakacyjnej przygodzie (temacie tak typowym w książkach dla młodszej młodzieży), czytelnik spodziewający się prostej historii przeżyje spore zaskoczenie. Tajemnice przenikające wydarzenia w Markotach (a pośrednio również w całej Polsce) sprawiają, że czytaniu towarzyszy obgryzanie paznokci z nerwów i narastające poczucie, że coś jest nie tak z klasztorem i jego mieszkańcami.

   Uwaga dla młodszych czytelników o słabszych nerwach i żołądkach - autorka nie stroni od tematu śmierci, nie każda z postaci pojawiających się na kartach książki dożyje jej końca, a i ostateczna walka z Nie-Powiem-Kim, żeby nie zepsuć rozwiązania tajemnicy tkwiącej w miasteczku i klasztorze, kończy się dosyć makabrycznie. Z drugiej strony ja osobiście uważam to za plus opowieści, w końcu rzecz dzieje się zaraz po drugiej wojnie światowej i nawet najmłodszym z bohaterów "Tajemnicy" nie obca jest śmierć i okrucieństwo.

   "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Kańtoch i jest to spotkanie jak najbardziej udane. Spodziewałam się prostej, może odrobinę dziwnej historii z typową dziecięcą bohaterką, a dostałam mroczną, posępną i bardzo wciągającą opowieść, napisaną na dodatek świetnym językiem, a Nina, choć może niekiedy nieco przemądrzała, jest dziewczynką ciekawą, inteligentną i dającą się lubić. Po kolejne tomy jej przygód z pewnością sięgnę, tym bardziej, że podobno dalsze odsłony tego cyklu trzymają wysoki poziom. Wszystkim z Was, którzy jeszcze nie mieli okazji zanurzyć się w świat wyobraźni pani Kańtoch, polecam opowieści o Ninie i jej przygodach, bo naprawdę warto.




tytuł: Tajemnica Diableskiego Kręgu
cykl: Tajemnica diabelskiego kręgu (tom 1)
autor: Anna Kańtoch
wydawnictwo: Uroboros
liczba stron: 544


ocena: ★★★★☆