sobota, 9 czerwca 2018

Weź głęboki wdech i pozwól sobie utonąć - Marta Kisiel "Toń"

   Przez długi, długi czas należałam do grona tych polskich wielbicieli fantastyki, którzy pochłaniali setkami książki pisarzy zagranicznych, omijając zupełnie nasze rodzime podwórko. Potem pojawił się Sapkowski ze swoim wiedźminem, gdzieś tam mignął Grzędowicz i Achaja Ziemiańskiego, i tyle. Czy wynikało to z zupełnej nieznajomości polskiego rynku, czy może z niewiary w umiejętności polskich autorów, dość rzec, że dopiero niedawno zaczęłam sięgać do, jak się okazało, całkiem szerokiego grona nadwiślańskich twórców. Zaczęło się od Anny Lange i jej Clovisa LaFaya, a potem już poszło. Nie wszystkie książki mi się spodobały, niektóre urzekły mnie całkowicie (do dziś myślę o "Starej Słaboniowej" Joanny Łańcuckiej), inne były takie sobie, jak choćby "Szeptucha" Katarzyny Bereniki Miszczuk, ale wszystkie one odbudowały, czy też raczej zbudowały moją wiarę w rodzimą fantastykę. Wśród pisarzy o największym według mnie potencjale znalazła się Marta Kisiel, którą poznałam w sympatycznym "Dożywociu", a która wspięła się na szczyt ulubionych polskich autorów z najnowszą swoją opowieścią.

   "Toń", bo o niej mowa, premierę swoją miała w maju i jest jedną z nielicznych książek, które przeczytałam zaledwie parę dni po ukazaniu się w księgarniach. Opowiada ona historię trójki niezwykłych kobiet, a także paru innych dziwacznych i intrygujących osób. Wszystko zaczyna się od Dżusi, która przyjeżdża do Wrocławia na wezwanie swojej ciotki, by zaopiekować się jej mieszkaniem. Zakręcona, zwariowana dziewczyna zjawia się w mieście i od razu łamie najważniejsze zasady panujące w świecie ciotki Klary, wpuszczając do mieszkania tajemniczego Ramzesa i uruchamiając tym samym lawinę zdarzeń, z którymi będzie sobie musiała poradzić ona, jej siostra Eleonora, różna od Dżusi jak ogień od wody, oraz budząca szacunek i strach ciotka Klara. Do tego wszystkiego dochodzi wspomniany wyżej Ramzes, nietypowy zegarmistrz Gerd oraz przesympatyczny chłopak Dżusi, Karolek.

   To, co urzekło mnie już w "Dożywociu", a zachwyciło w "Toni", to język Marty Kisiel. Ależ ta kobieta potrafi się posługiwać naszym językiem! Na równi lekkim piórem kreśli naturalnie brzmiące, zabawne dialogi i delikatne metafory, a wszystko okrasza ironicznym i lekko złośliwym poczuciem humoru. Rozmowy między siostrami Stern zdają się zapisem normalnej, codziennej konwersacji, bardziej niż literackim ich przedstawieniem. Wiecie o co mi chodzi? Czytając te dialogi miałam wrażenie, że siedzę obok dwóch współczesnych młodych kobiet i słucham ich rozmów "na żywo", i nie raz i nie dwa myślałam sobie, że dokładnie tak brzmię, gdy spotykam się ze swoją siostrą. Równocześnie jednak nie jest to język prosty (prostacki?), ma swój rytm i melodię, a już w opisach Marta Kisiel daje prawdziwy popis umiejętności językowych, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i ani jedno słowo nie sprawia wrażenia niepotrzebnego.

    Język to nie jedyny plus prozy autorki. Udało jej się stworzyć galerię niezwykle barwnych indywidualności, w której nawet postaci poboczne zaciekawiają, a główni bohaterowie to gromada sympatycznych dziwaków, którzy potrafią skraść serce czytelnika. Kolorowa i zakręcona Dżusi, chłodna, pedantyczna Eleonora, ciotka Klara, skrywająca pod maską twardości i zimna traumatyczne dzieciństwo - nie sposób ich nie polubić, choć każda z nich ma swoje ciemniejsze strony. I choć to one stanowią trzon, wokół którego kręci się cała intryga, nie są jedynymi postaciami, na których można zawiesić oko. Tak zwana płeć brzydka jest równie dobrze reprezentowana, a przy tym każdy z panów prezentuje zupełnie różny typ mężczyzny. Tajemniczy Ramzes, który nie do końca jest tym, na kogo wygląda (czyli ekscentrycznym antykwariuszem), zegarmistrz Gerd, który bynajmniej nie zajmuje się wyłącznie naprawą zwykłych zegarków, no i wreszcie Karolek, słodki, dobry Karolek, który skrada serca swoją misiowatością i dobrym jedzeniem.

   Cała ta szalona gromada byłaby w stanie pociągnąć każdą, nawet kiepską historię. Na szczęście jednak Marta Kisiel oprócz świetnych postaci potrafi również stworzyć ciekawą fabułę, opartą na intrygującym pomyśle ludzi, którzy potrafią duchowo przenosić siebie i ludzi im towarzyszących w czasie. Już samo w sobie stanowiłoby to wystarczającą podbudowę pod intrygę, ale "Toń" jest przede wszystkim historią rodziny Sternów, z wszystkimi ich sekretami i mrocznymi tajemnicami, a także opowieścią o tym, jak strasznymi w skutkach potrafią być chciwość i nieczułość, jak traumatyczne wydarzenia z młodości potrafią wypaczyć spojrzenie na świat i jak trudno naprawić i utrzymać relacje rodzinne z całym tym bagażem na plecach.

   Próbowałam znaleźć coś, co można by "Toni" zarzucić, bo nie może być tak, żeby było tylko różowo. Próbowałam, ale jedyne, co mi przychodzi na myśl to to, że książka powinna być dłuższa. Przeleciałam przez nią szybko, wręcz zbyt szybko, a chciałabym zanurzyć się w opowieści o siostrach Stern jeszcze głębiej i na dłużej. Myślę, że autorka mogła rozwinąć niektóre wątki, a i zakończenie, choć całkowicie pasujące do charakteru opowieści, zostawia odrobinę niedosytu, że jak to, że już koniec?

   Podsumowując ten przydługi wywód, "Toń" to kawał naprawdę dobrze napisanej literatury, mieszającej w sobie kilka różnych gatunków, bo i sagi rodzinnej, i lekkiego kryminału, posypanych nutką fantastyki i szczyptą komedii, która przyciąga świetnym językiem i sympatycznie skrzywionymi bohaterami. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po książki Marty Kisiel, sięgnijcie po "Toń", a nie będziecie zawiedzeni.


*Pisząc tę recenzję zdałam sobie sprawę, że wśród książek polskich pisarzy, które sprawiły na mnie najlepsze wrażenie, zdecydowanie dominują te napisane przez panie. Zdziwiło mnie to i mile zaskoczyło, bo zazwyczaj to panowie dominują na moich półkach. Drogie Panie, oby tak dalej! 


tytuł: Toń
autor: Marta Kisiel
wydawnictwo: Uroboros
liczba stron: 320


ocena: ★★★★☆

33 komentarze:

  1. Same pozytywne opinie na temat tej ksiązki widzę, nie czytałam nic pani Kisiel, może czas to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to dopiero druga książka Marty Kisiel, i choć "Dożywocie" mi się podobało, to "Toń" jest stanowczo lepszą książką pod względem konstrukcji. Językowo świetnie i tu i tam;)

      Następna w kolejności to "Nomen omen", który powinnam była przeczytać przed "Tonią", ale co tamXD

      Usuń
    2. To super że językowo jest dobrze, u polskich autorów zwracam na to uwagę, a sądziłam że skoro ksiązki Kisiel są takie lekkie i humorystyczne to nie ma co się spodziewać jeżykowych rewelacji :)

      "Nomen omen" chciałam kiedyś kupić ale akurat nie było w sprzedaży :( widocznie zrobili dodruki

      Usuń
  2. Do mnie nadal nie dotarła :( Muszę powiadomić o tym wydawnictwo, bo czekam na nią już bardzo długo, a pozytywne recenzje tylko potegują moją ciekawość!

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to nie dobrze! Mam nadzieję, że wydawnictwo przyśle Ci ją ponownie, jeśli gdzieś się zawieruszyła><

      Trzeba uważać, żeby nie postawić tej książki na piedestale przed przeczytaniem, bo to nie jest książka genialna, tylko po prostu świetnie napisana, dobrze czytająca się literatura dla każdego:)

      Usuń
  3. hmm kolejna pozytywna opinia i może to dziwne ale z każdym pozytywem coraz mniej mam ochotę na toń, chyba już za dużo się już o niej naczytałam jednocześnie nieczytając jej jeśli wiesz o co mi chodzi ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie lepiej się nie nastawiać i spróbować podejść bez oczekiwań;) Wiadomo, wszyscy czytamy książki niby te same, a jednak dla każdego inne, może Ci się nie spodoba, a może dołączysz do grona osób, które z „Tonią” się polubiły;)

      Usuń
  4. Ostatnio dużo dobrego przeczytałam o tej książce - mimo tego nadal nie jestem przekonana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj sobie czas, jak hype opadnie może się okazać, że warto się było przekonać na własne oczy:)

      Usuń
    2. Masz rację... trzeba dać czas na to by emocje opadły. Jak pojawi się w mojej bibliotece zerknę:)

      PS Nie wiem czy widzialaś, ale pod od Twoim poprzednim wpisem odpisałam na komentarz o powieściach graficznych - podałam jeszcze kilka tytułów :)

      Usuń
    3. Dziękuję! Sprawdzę na pewno, bo już dawno chciałam przygodę z powieściami graficznymi zacząć, ale nie wiedziałam, od czego ;)

      Usuń
    4. Nie ma za co :) Ogólnie możesz zainteresować się publikacjami od Kultury Gniewu - ma ich sporo w katalogu :)

      Usuń
  5. Fajnie, że i Tobie książka się spodobała, bo jest świetna. Bohaterowie zaś to taka mała wisienka na torcie.
    I jak już wspominałam, gdzieś na Fan Pagu autorki pojawiła się nieśmiała informacja, że może Ramzes dostanie "swoje 5 min". ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, bo intrygujący skurczybyk z niegoXD

      Usuń
  6. Mam ochotę na tę książkę, bo mnie bardzo ciekawi! Powiem, że aż się nie mogę jej szczerze doczekać. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic, tylko wybrać się do księgarni:) Polecam, bo naprawdę przyjemnie się czyta.

      Usuń
  7. Nie przepadam za polskimi tytułami ;) Tę ksiązkę jednak zapamiętam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam i sporo czasu minęło, zanim sięgnęłam po polskiego autora. Dobrze zrobiłam, bo naprawdę można się przyjemnie zaskoczyć:)

      Usuń
  8. Zgadzam się z każdym słowem które napisałaś ;)
    Też zachwycam się i to bardzo, i marzę o tym, że kiedyś powstanie jakiś sequel, najlepiej o Eleonorze, bo jak dla mnie jej wątek skończył się najciekawiej. Chociaż na ten moment to przygarnęłabym cokolwiek autorstwa Marty Kisiel ;)
    "Nomen omen" to była dotychczas moja ulubiona książka autorki, "Toń" pod wieloma względami bardzo ją przypomina, więc powinnaś być bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już po "Nomen omen" jestem, recenzja niedługo, a na razie nadal zachwycam się "Tonią":)

      Usuń
  9. Na mnie styl i język, którym operuje Marta Kisiel również zrobiły spore wrażenie. Sama przyjemność, czytać TAKIE książki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Teraz tylko ciężko będzie się czekało na następne książki autorki^^;;

      Usuń
  10. Twórczość autorki jest jeszcze przede mną, ale właśnie od tej książki chcę zacząć z nią swoją przygodę. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też można:) To zdecydowanie dla mnie najlepsza książka pani Kisiel, myślę, że się nie zawiedziesz:)

      Usuń
  11. Ooo, dla mnie ta książka okazała się rewelacyjna i ten humor Marty Kisiel :) No i akcja książki dzieje się w moim mieście, a ja bardzo lubię czytać o znajomych miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra również mieszka we Wrocławiu, więc trochę to miasto poznałam. Wyobrażam sobie, że jako mieszkanka tego miasta miałaś z książki podwójną radość:)

      Usuń
  12. Poczułam się zainteresowana, więc jestem na tak! Mam nadzieję, że tak jak wiele innych osób bedę się zachwycać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki! Mam nadzieję, że spodoba Ci się równie mocno, jak mnie się spodobała:)

      Usuń
  13. Ha, jest nadzieja, idzie do mnie egzemplarz recenzencki i bałam się, że zrobiłam błąd, prosząc o niego :D Intryguje mnie głównie to, że ze wszystkich recenzji, włącznie z Twoją, wyłania się taka "inna Kisiel", bo jej pozbawionych fabuły "zbiorków scenek humorystycznych", szumnie nazywanych powieściami, jakoś nie trawię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj stanowczo nie mamy do czynienia z takim właśnie zbiorkiem, fabuła jest przemyślana i choć mnie osobiście humor pani Kisiel odpowiada, ten toniowy myślę, że odpowie i Tobie:)

      Usuń
    2. Mnie przeszkadzało głównie to, że tam poza humorem za bardzo nie było fabuły. Strasznie mnie to męczyło, bo czytalam, czytałam i siły napędowej żadnej nie było, żeby przewracać kolejne strony.
      Toń chyba przyszła, ale do biura, więc odbiorę w poniedziałek dopiero. Przynajmniej motywacja żeby po tygodniu pracy z domu wrócić do firmy ;)

      Usuń
  14. Czyli nie tylko ja mam mieszane uczucia co do Szeptuchy i spółki? Ufff... A skupiając się na "Toni", to mam straszną ochotę ją przeczytać, ale dlatego się wstrzymuję, bo wiem że mogę się przejechać na swoich oczekiwaniach. Bardzo mnie cieszy, że jest to opowieść o kobietach- bo to jest dla mnie ostatnio temat numer jeden. A jeśli jest tam jeszcze dobry humor i ciekawa akcja, to tym bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yup, Szeptucha raczej mi do gustu nie przypadła. Pod żadnym względem. Za to „Toń” naprawdę bardzo pozytywnie została przeze mnie odebrana. Ciekawa historia, ciekawi bohaterowie, myślę, że nie powinnaś się zawieść:)

      Usuń